Lobotomia - historia potwornej terapii medycznej

Lobotomia – historia medycznego horroru. „Wycięli mu świadomość”

Lobotomia dziś kojarzy się raczej z sadystycznymi horrorami, ale jeszcze kilkadziesiąt lat temu uważana była za cudowne lekarstwo na wszystko, od przestępczości po menopauzę. Zanim uznano ją za medyczną potworność, kilkadziesiąt tysięcy osób poddano okaleczeniu mózgu. Okazuje się jednak, że współczesna medycyna sporo zawdzięcza lobotomii…

W latach 30. XX wieku szpitale psychiatryczne nie leczyły, a raczej próbowały wyciszyć pacjentów różnymi metodami, np. polewając na przemian zimną i gorącą wodą pod ciśnieniem. Rewolucją wydawała się lobotomia (leukotomia), którą portugalski neurolog Antonio Egas Moniz przeprowadził po raz pierwszy w 1935 roku. Metoda polegała na wywierceniu otworów w czaszce pacjenta i przecięciu połączeń nerwowych między płatami czołowymi, a resztą mózgu. Już  w 1937 roku „New York Times” pisał, że lobotomia to „chirurgia na użytek leczenia chorej duszy”. Szybko określono ją także „największą innowacją chirurgicznych XX wieku”.

Lobotomia w USA. Cudowne lekarstwo na wszystko

Moniz był zafascynowany operacjami, które na Uniwersytecie Yale przeprowadzano na szympansach. Nie zraziło go to, że szympansice Becky i Lucy po przeprowadzeniu lobotomii stały się niezdolne do rozwiązywania najprostszych zadań i problemów. Dla naukowców liczyło się tylko to, że małpy przestały się frustrować i irytować. Doktor Carlyle Jacobsen twierdził, że „dołączyły do kręgu szczęśliwych i powierzyły swoje troski Panu”. Doktor Moniz uznał, że może być to sposób na pozbycie się negatywnych emocji u pacjentów chorych psychicznie. Wkrótce po raz pierwszy wywiercił w czaszce pacjenta 3-centymetrowe otwory tuż nad płatami czołowymi i wprowadził do nich alkohol etylowy, by sparaliżować połączenia nerwowe. W kolejnych zabiegach zamiast alkoholu wdrożył leukotomat, czyli urządzenie zakończone drucianą pętlą. Chwytał nią i przecinał połączenia nerwowe.

Lobotomia w USA została spopularyzowana przez Waltera Jacksona Freemana II, który nie był nawet chirurgiem i nigdy wcześniej nie przeprowadził żadnej operacji. Jednak już w 1936 roku przeprowadził pierwszą lobotomię w Stanach Zjednoczonych, a jego ofiarą padła 63-letnia Alice Hammat cierpiąca na depresję. Po zabiegu jej życie diametralnie się zmieniło. Mogła już jedynie kartkować czasopisma i rysować, straciła zdolność logicznego mówienia. Freeman uznał operację za sukces, bo pacjentka „znacznie mniej się zamartwiała”.

Zatuszowana lobotomia Rosemary Kennedy

Jedną z najbardziej znanych ofiar lobotomii była Rosemary Kennedy, jedna z sióstr Johna F. Kennedy’ego. Gdy rodziła się w domu 1918 roku, lekarz spóźniał się na poród, a pielęgniarka Kennedych kazała jej matce skrzyżować nogi i wstrzymać się do przyjazdu lekarza. Gdy dziecko jednak zaczęło się rodzić, pielęgniarka wepchnęła je do kanału rodnego, powodując destrukcyjne niedotlenienie mózgu.

Dorastająca Rosemary Kennedy miała niski iloraz inteligencji, a do tego dręczyły ją napady wściekłości. Ojciec obawiał się, jak to wpłynie na kariery polityczne jej braci, więc gdy miała 23 lata (w 1941 roku), zdecydowano się na lobotomię. Co prawda siostra Rosemary, Kathleen dowiedziała się od pewnego dziennikarza, że „po lobotomii pacjenci po prostu znikają”, ale Joseph Kennedy już podjął decyzję co do zabiegu mózgu córki. Przeprowadził go sam Freeman, a po operacji Rosemary nie mogła mówić i chodzić. Sprawę zatuszowano.

Everything We Know About Walter Jackson Freeman II, The "Father of the Lobotomy" – rnkr.co/LobotomyDrHistory

Opublikowany przez Weird History Poniedziałek, 6 grudnia 2021

Popularność lobotomii w USA. „Jak wizyta u dentysty”

Freeman jeszcze bardziej uwierzył w lobotomię. Zamiast przewiercać się przez czaszkę, zaczął przeprowadzać lobotomię przezoczodołową. Wprowadzał do czaszki pacjenta szpikulec przez sklepienie oczodołu i niszczył połączenia między wzgórzem, a płatami czołowymi. Pacjent był wcześniej poddawany elektrowstrząsom zamiast znieczulenia. Taki zabieg trwał niecałe 10 minut. Zdaniem Freemana, była to procedura niegroźna jak wizyta u dentysty. Nie zważał na takie skutki uboczne jak np. zmiany osobowości, utrata pamięci, zdziecinnienie i apatia.

U części pacjentów dochodziło też do różnorodnych problemów somatycznych, wśród których można wymienić np. częste wymioty, ale i zaburzenia kontrolowania procesów fizjologicznych, takich jak oddawanie moczu czy stolca. Nie można nie wspomnieć również o tym, że niektórzy pacjenci po przebyciu lobotomii po prostu umierali – podaje Poradnik Zdrowie.

W 1949 Freeman ruszył w trasę lobotomobilem po szpitalach w USA, prezentując zalety lobotomii. W kilka tygodni w ramach prezentacji przeprowadził ponad 100 operacji, podczas których niemal teatralnym gestem wbijał młotkami ciesielskimi szpikulce w oczodoły. Podobno był przy tym „wesoły i nabuzowany”. Nie zachowywał żadnych zasad higieny i nie przejmował się „tym całym gadaniem o zarazkach”.

Wkrótce ludzie w USA ustawiali się w kolejkach, by poddać się lobotomii, która była polecana jako cudowne lekarstwo na wszystko. Jak zwraca uwagę Jennifer Wright w książce, „Co nas (nie) zabije. Największe plagi w historii ludzkości”, decydowano się na lobotomię, bo nie istniały jeszcze skuteczne terapie osób z zaburzeniami psychicznymi, a odpowiednich leków jeszcze nie wynaleziono. Ludziom wydawało się, że lobotomia skuteczniej rozwiąże ich problemy, niż metrazol, śpiączki insulinowe i rażenie prądem. Lekarze byli zgodni, że zabieg Freemana „przynosił pacjentom jakąś ulgę”. Miało to być m.in. rozwiązanie masowych przypadków PTSD po powrocie z II wojny światowej, które dotykały miliony żołnierzy i weteranów. Lobotomia miała być remedium m.in. na stany napięcia, padaczkę, skłonności homoseksualne, lęki, depresję, czynności kompulsywne, obsesje, skłonności do masturbacji, nadmierny apetyt, nałogi, depresja poporodowa, bóle głowy, menopauzę, histerię, a do tego mężowie często wysyłali na zabieg nieznośne żony. Lekarze nie mieli obowiązku informować o możliwych skutkach ubocznych, więc tego nie robili.

Opublikowany przez Weird History Piątek, 27 listopada 2020

Koniec lobotomii. „Wycięli mu świadomość”

W 1949 roku doktor Moniz otrzymał Nagrodę Nobla za osiągnięcia w chirurgii. W tym samym roku w USA przeprowadzono 5 tysięcy zabiegów lobotomii. Szacuje się, że do lat 70. tych zabiegów było ponad 40 tys., a sam Freeman miał wykonać ich ok. 3,5 tys. Jej popularność zaczęła powoli spadać, gdy  w 1951 roku dziennikarz Irving Wallace napisał artykuł „Wycięli mu świadomość”. Prawda o skutkach lobotomii zaczęła wychodzić na jaw. W 1955 roku wynaleziono lek przeciwpsychotyczny chloropromazyna, więc lobotomia nie była już konieczna. Na rynku pojawiały się kolejne preparaty psychotropowe. Jednak Freeman operował jeszcze przez niemal całe lata 60., okaleczając nawet małe dzieci. W końcu w 1967 roku odebrano mu prawo wykonywania zawodu, gdy pacjentka zmarła po trzecim zabiegu lobotomii. Freeman zmarł w 1972 roku na raka.

Freeman jawi się jako zwyrodnialec z horroru medycznego. Jednak wielu ekspertów zwraca uwagę jak wiele medycyna nauczyła się o ludzkim mózgu właśnie na podstawie lobotomii

Egas Moniz miał pecha, opracowując metodę, która odlegle okazała się ślepym zaułkiem psychiatrii, z tragicznymi niekiedy następstwami. Prawdą jest również, że protokoły badawcze Moniza, zarówno z okresu wynalezienia angiografii mózgowej, jak i wdrożenia lobotomii nie wytrzymałyby dziś nawet najbardziej pobieżnej oceny jakiejkolwiek komisji oceny etycznej badań medycznych. Są to jednak sądy oderwane od kontekstu historycznego. Trzeba odbyć podróż w czasie i wyobrazić sobie ówczesne szpitale psychiatryczne, zatłoczone przez setki chorych masowo umierających na choroby somatyczne, zwłaszcza  gruźlicę, i ich bezradnych lekarzy, poszukujących jakiejkolwiek formy ulżenia ich losowi. Pech Moniza polegał na tym, że lobotomia została zastosowana przez ludzi, którzy nadużywając tej metody, rzeczywiście spowodowali tysiące indywidualnych tragedii – czytamy w Historii Nuerologii i Neurochirurgii.

Źródło: Jennifer Wright „Co nas (nie) zabije. Największe plagi w historii ludzkości”, Poradnik Zdrowie, Piotr Lass Jarosław Sławek,Emilia Sitek – „Egas Moniz: geniusz, pechowiec czy pomyłka Komitetu Noblowskiego?”, National Geographic, Mateusz Ghlolamy „Rozwój wczesnych biologicznych metod leczenia schizofrenii po II wojnie światowej”

Źródło zdjęcia: