Bombardowanie Tokio i operacja Meetinghouse. Amerykanie zabili 100 tys. Japończyków

Mroczna historia II wojny światowej i Stanów Zjednoczonych. 9 marca 1945 roku rozpoczęła się operacja Meetinghouse. Amerykanie zadali Japonii brutalny cios poprzez bombardowanie Tokio, w którym zginęło ok. 100 tysięcy osób. Dlaczego zdecydowano się dokonać masakry ludności cywilnej?

Kilka lat po tym, gdy Japończycy przeprowadzili atak na Pearl Harbor, Amerykanie wzięli krwawy odwet, przeprowadzając bombardowanie Tokio w ramach operacji Meetinghouse. Rozkaz rozpoczęcia masakry wydał 9 marca 1945 r. dowódca XXI Grupy Bombowej amerykańskiej armii na Pacyfiku gen. Curtis E. LeMay, odpowiedzialny za stacjonujące na Marianach XXI Dowództwo Bombowe zajmujące się przeprowadzaniem bombardowań strategicznych. Przed rozpoczęciem misji powiedział pilotom, że zrzucą „największe sztuczne ognie, jakie widziała Japonia”.

Bombardowanie Tokio i operacja Meetinghouse. Piekło na ziemi i potworna liczba ofiar

Wcześniej tak ogromna akcja jak Meetinghouse była niemożliwa, chociaż Amerykanie dokonywali niewielkich nalotów na Tokio. Gdy zdobyli wyspy Guam, Saipan i Tinian jesienią 1944 roku, stolica Japonii była w ich zasięgu. Ciężkie bombowce B-29 „Superfortress” mogły wystartować z lotnisk polowych, przenosząc bomby o masie do 9 ton. Tym samym pierwszy z dużych nalotów na Tokio nastąpił już 24 listopada 1944 roku.

Plany Amerykanów zakładały głównie atak bombami zapalającymi, ponieważ japońskie aglomeracje były wówczas drewniane, a budynki były rozmieszczone blisko siebie. USA chciało złamać morale japońskich żołnierzy oraz cywilów, by nie bronili gorliwie kraju podczas planowanego amerykańskiego ataku. Co więcej, celem było zniszczenie przemysłu zbrojeniowego i setek tokijskich warsztatów produkujących elementy uzbrojenia i wyposażenia cesarskiej armii. Poza tym, znacznie rosły składy amerykańskich bomb zapalających, które nie sprawdzały się w walkach na Pacyfiku i trzeba było je w końcu wykorzystać.

Biorące udział w misji B-29 obdarto ze wszelkiego uzbrojenia i systemów obronnych, tylko po to, aby dwukrotnie zwiększyć ich siłę nośną i wagę możliwych do zabrania ładunków. Wśród nich główną rolę odgrywał biały fosfor oraz napalm – nowa mieszanka benzyny i lepkiego żelu, wynaleziona na Uniwersytecie Harwarda – pisze Wirtualna Polska.

9 marca 1945 r. wieczorem LeMay wydał rozkaz rozpoczęcia operacji „Meetinghouse”. Z baz na wyspie Guam wystartowały 344 „Superfortce”. W nocy do celu dotarło 279 maszyn, przenosząc ok. 1665 ton bomb (głównie zapalających). Pierwsze spadły na gęsto zaludnione dzielnice Chūō i Kōtō, wywołując burzę ogniową szalejącą z prędkością 45 km/h. Temperatura miejscami sięgnęła 1800 stopni Celsjusza, ubrania zapalały się na ludziach. Szyby w okach topiły się, a następnie porywał je piekielny wiatr.

Obok sylwetki B-29 zamieszczono na ulotkach ostrzegawczych przestrogę w języku japońskim: „Niestety bomby nie mają oczu. Zgodnie z amerykańską zasadą humanitaryzmu, siły powietrzne USA nie chcą ranić niewinnych osób, ostrzegają, by ewakuować się z miast i ocalić życie” – podaje portal dzieje.pl.

Tysiące osób umierało z zaczadzenia i w płomieniach,  a ogień dosłownie wyssał tlen z okolicy. Wielu Japończyków utonęło, desperacko szukając ocalenia w nurcie rzeki Sumida. W jednej ze szkół znajdował się ogromny basen, a ludzie próbowali ratować się w wypełniającej go wodzie. Rano znaleziono w nim tysiące zwłok Japończyków, którzy ugotowali się żywcem.

Szacuje się, że w wyniku operacji Meetinghouse w sumie zginęło ok. 100 000 osób, 41 tys. osób odniosło rany, a ponad milion osób utraciło domy i mieszkania. Straż pożarna Tokio oceniała straty na 97 tys. zabitych i ponad 124 tys. rannych. Niektóre publikacje podają jednak, że Amerykanie zabili nawet 200 tysięcy Japończyków. Nie ma jednak wątpliwości, że w tym nalocie bombowym zginęło więcej osób, niż podczas eksplozji bomb atomowych w Hiroszimie czy Nagasaki. Liczba ofiar mogła być mniejsza, ale japońskie władze nie zdecydowały się na budowanie schronów przeciwlotniczych, obawiając się spadku morale wśród obywateli.

Ogień błyskawicznie pochłaniał kolejne domy, a finalnie spłonęła zabudowa o powierzchni 41 km kwadratowych. Pilot Richard Baile powiedział później, że płonące nocą Tokio było tak jasne, że mógł bez problemu czytać gazetę. Warto dodać, że do gaszenia pożarów skierowano ok. 8 tysięcy strażaków, ale tylko tysiąc z nich miał dostęp do sprzętu gaśniczego. Wszyscy posiadali JEDYNIE TRZY drabiny strażackie.

Największy nalot bombowy podczas II wojny światowej

Był to największy nalot bombowy podczas II wojny światowej, ale Amerykanie na tej masakrze nie poprzestali, wkrótce przeprowadzając bombardowania m.in. Kobe, Nagoyi i Osaki. Do końca II wojny światowej USA zrównało z ziemią ponad 60 japońskich miast. Spełniły się w ten sposób słowa generała Georga Marshalla, który zapowiadał w listopadzie 1941 roku, że „jeżeli dojdzie do wojny z Japonią, będzie ona prowadzona bez litości, a ‘Latające fortece’ obrócą papierowe miasta w popiół, nawet kosztem cywilów”.

Zabijanie Japończyków nie przeszkadzało mi wówczas. Przypuszczam jednak, że gdybyśmy przegrali wojnę, bylibyśmy sądzeni za zbrodnie wojenne – powiedział gen. LeMay po wojnie.

Źródło: https://www.nationalww2museum.org/

Źródło zdjęcia: