Wyspa Nazino – co człowiek jest w stanie zrobić z głodu?

Historia Rosji momentami przypomina scenariusz horroru. W styczniu 1933 roku w Moskwie odbyły się obrady kierownictwa partii Związku Radzieckiego, a Stalin zapowiedział rozwiązanie problemu opozycjonistów. Na celowniku dyktatora znalazły się m.in. miliony chłopów migrujących do miast. Ruszył potworny “Plan Jagody”.

Człowiek głodny, to zły. Nie jest to jedynie powiedzenie, a udowodniony naukowo fakt. Gdy w żołądku pusto, włącza się mechanizm obronny zapewniający przetrwanie. Spadek poziomu glukozy we krwi powoduje, że mózg wysyła sygnały o zagrożeniu. Uwalniają się wówczas hormony związane ze stresem (kortyzol, adrenalina) oraz neuropeptyd Y, który zwiększa poziom agresji. Człowiek zamienia się w bestię.

Głód potrafi zmusić człowieka do strasznych czynów i w grę wchodzi nawet wprowadzenie swoich bliskich do menu. Przypomina o tym Nicolas Werth w książce „Wyspa Kanibali”. Nie jest to jednak horror o zombie ani powieść science fiction, a mroczna historia Rosji.

Rosja w 1932 roku rozpoczęła kampanię przeciwko elementom aspołecznym, m.in. by rozprawić się z kułakami. Socjalistyczny kraj chciał pozbyć się osób, które nie pasowały do nowej wizji państwa. Przy okazji, aby ucywilizować Syberię, potrzebna była przymusowa i tania siła robocza.

Zsyłka na Syberię i horror na wyspie

22 stycznia 1933 roku, mocą tajnej dyrektywy, Stalin nakazał szefowi policji politycznej Gienrichowi Jagodzie powstrzymanie masowego eksodusu chłopów do miast. Wkrótce opornych deportowano na Syberię, którą mieli skolonizować i przystosować do eksploatacji. W łapankach byli chwytani m.in. bezdomni, chłopi z miast, byli urzędnicy carscy oraz handlarze. OGPU (Zjednoczony Państwowy Zarząd Polityczny) rozpoczął łowy na obywateli, których deportowano pod byle pretekstem, a nadgorliwi funkcjonariusze chętnie przekraczali narzucone normy aresztowań. Na mroźne pustkowie w ramach “planu Jagody” wysiedlono 2 miliony osób, w tym starców, niemowlęta i kobiety w ciąży. Szacuje się, że na Syberii przeżyło tylko 30% z nich.

Ludzie po prostu znikali bez wieści. Wyciągano ich z mieszkań, tramwajów i pociągów tylko dlatego, że „podejrzanie” wyglądali. Opróżniano także przytułki. Znany jest przypadek robotnika, który wybierał się do teatru. Czekając, aż żona się wyszykuje, zszedł na dół po papierosy. Złapano go i wpakowano do transportu na Syberię. Zabierano też matki, które wyszły kupić mleko. Nikt nie przejmował się tym, że w domu zostawały ich dzieci, często niemowlęta – powiedział Werth w wywiadzie przeprowadzonym przez Piotra Zychowicza dla Dorzeczy.pl

Władza doskonale zdawała sobie sprawę, iż deportowani nie mieli szans na pustkowiu. Stalin liczył jednak, że przed śmiercią zbudują miasta i przygotują tajgę pod uprawę roli.

Wyspa Nazino

W 1933 roku 6 tysięcy osób z Moskwy i Leningradu trafiło najpierw do obozu w Tomsku, a później na wyspę Nazino na rzece Ob w syberyjskim okręgu tomskim. Wiele osób nie przeżyło koszmarnego transportu – czy mieli szczęście, bo nie trafili na „wyspę kanibali”?

Jedna trzecia deportowanych nie mogła ustać na nogach. Wreszcie ich zobaczyłem, niemal nagich szaleńców bez żadnych zapasów, kubków łyżek, z pustymi rękami – przytoczono fragment raportu komisji śledczej ds. Nazino w dokumencie Planete+.

Rosyjska wyspa kanibali

Wyspa Nazino była piaszczystym kawłakiem lądu, który miał ok. 3 kilometry długości i 600 metrów szerokości. Nawet roślinności było tam niewiele, a ludzie nie mieli prowiantu, zimowych ubrań i narzędzi. Zostawiono ich na pastwę losu na zmarzniętej wyspie bez namiotów, a ziemianek nie mieli czym sobie wykopać. Co prawda mieli mąkę, ale nie mogli zbudować sobie pieców. Włóczędzy, kobiety, przodownicy, członkowie partii, chłopi, dzieci, porządni obywatele i bandyci zostali zamknięci razem w pułapce. Strażnicy, którzy ich katowali, mówili o „wypasaniu ludzi”.

Wypuście ich. Niech się pasą – powiedział komendant Dimitrij Aleksandrowicz Cepkow po wyładowaniu skazanych na wyspę.

Gdy zaczęto wydzielać mąkę, zaczął się horror. Wert opisuje, jak ludzie wpadli w szał, zaczęli się gryźć i tratować, by dostać przydział. Wkrótce wybuchła też epidemia dyzenterii, bo niektórzy mieszali mąkę z wodą z rzeki i jedli ją “na surowo”. Gdy kontrolę nad przydziałami przejęły gangi, wiele osób mąki nigdy już nie zobaczyło. Czasem za porcję trzeba było oddać buty lub ubranie. Zaczęły się też kradzieże, wyrywanie złotych zębów i morderstwa za odzież. Komuniści uznali, że zapanowała tam „pierwotna gospodarka socjalistyczna”.

W końcu zapas mąki na wyspie, który był trzymany na ziemi bez worków, przysypał śnieg. Wtedy ludzie zaczęli patrzeć na siebie jak na posiłek i zaczął się horror, na który strażnicy nie reagowali, bo kodeks karny nie przewidywał kar za takie praktyki. Choć skala zbrodni była ogromna, oficjalnie władza odnotowała jedynie kilkanaście przypadków ludożerstwa. Uznano, że więźniowie nie robili tego z głodu, tylko z wcześniejszych przyzwyczajeń.

Wkrótce okoliczni mieszkańcy na kilkudziesięciokilometrowym odcinku rzeki zaczęli wyławiać ludzkie ciała. To skazańcy z Nazino próbowali uciekać wpław lub na tratwach. Planete+ podaje, że przestępcy planując ucieczkę, zazwyczaj brali ze sobą kogoś słabego “do współpracy”. Mylił się, sądząc, że uważali go za równego sobie. Gdy skończyła im się żywność, służył im za surowy prowiant. Nie rozpalali ognisk, bojąc się wytropienia przez strażników.

Zbrodnia i kara

W kilka tygodni z życie straciło 2/3 z 6 tys. osób z Nazino. Gdy wyszło to na jaw,  propagandzista Wasilij Wieliczkow napisał list do Józefa Stalina. Nie ruszyło go jednak sumienie. Oburzył się jedynie, że na wysę trafilo kilkudziesięciu członków partii komunistycznej. Skończyło się na powołaniu komisji w sprawie Nazino, która wpakowała kilka osób do łagrów, a sprawę starano się zatuszować. Werth przypomina jednak, że takich miejsc w Rosji było znacznie więcej.