D-Day i masakra spadochroniarzy. “Najbrutalniejsza walka na froncie zachodnim”

Filmy i gry wojenne o historii II wojny światowej pokazują zazwyczaj D-Day i lądowanie w Normandii wyłącznie jako desant na plaży Omaha. Tymczasem, aby alianci 6 czerwca 1944 roku mogli ruszyć w głąb Francji, trzeba było przygotować teren pod inwazję. To zadanie przypadło 13 tys. alianckich spadochroniarzy, a Niemcy zgotowali im piekło. Poniższy tekst powstał w oparciu o książkę “D-Day. Bitwa o Normandię”.

D-Day to przełomowy dzień w historii II wojny światowej. Naćpany dyktator z Berlina zaczął przegrywać, ale zanim Operacja Overlord ruszyła na dobre, przeprowadzona została Operacja Neptun. Poza działaniami na morzu, w strefie inwazji we Francji zrzucone zostały 101. i słynna 82. Dywizja Powietrznodesantowa. Samoloty C-47 Skytrain pełne spadochroniarzy wystartowały z lotnisk w Anglii 5 czerwca ok. godziny 22:00. Nie wszystkie doleciały jednak do celu.

Lądowanie w Normandii i piekło w powietrzu

Samoloty wystartowały w nocy 5 czerwca, transportując 17 i 18-osobowe oddziały w kadłubach. Jak pisze Antony Beevor w książce “D-Day. Bitwa o Normandię”, żołnierze modlili się i wymiotowali, a wokół słychać było huk pocisków artyleryjskich. Co gorsza, nad wybrzeżem Francji przywitała ich gęsta mgła, a piloci zwiększyli prędkość i robili karkołomne manerwy, by uniknąć zestrzelenia.

Wielu pilotów nie czekało na dotarcie w pobliże stref lądowania i włączało zielone światło dla skoczków wcześniej. Doprowadziło to do tego, że obie dywizje zostały rozrzucone na o wiele większym obszarze niż planowano. Amerykanie znajdowali swoich kolegów dziesiątki kilometrów od wyznaczonych zon – podaje nowastrategia.org.pl.

Samoloty leciały na niskim pułapie, a pociski z karabinów maszynowych raniły wielu żołnierzy. Pewien major dostał nawet ataku serca, a jeden z żołnierzy przed skokiem otworzył rezerwową czaszę spadochronu. Wszyscy odbijali się od ścian, ślizgali na podłodze ubabranej wymiocinami, a u nóg mieli przyczepione kilkudziesięciokilogramowe torby ze sprzętem.

Desant spadochronowy we Francji

Zespół kontroli powietrznej na krążowniku „Quincy” widział masakrę rozgrywającą się w powietrzu. Gdy pociski dosięgały samolotów, maszyny zamieniały się w spadające kule ognia, ciągnące za sobą wstęgi płonącego paliwa.

Żołnierze chcieli jak najszybciej wyskakiwać, by nie zginąć w „stalowych trumnach” w powietrzu. Musieli jednak skoczyć prosto w krzyżowy ogień karabinów maszynowych i wylądować na bronionych przez Niemców pozycjach. Niektórzy spadali tuż przed lufami hitlerowskiej 91. Dywizji Powietrznodesantowej, a wielu zginęło już w powietrzu. Znany jest też przypadek, gdy pocisk trafił skoczka prost w granat Gammona, rozrywając go na strzępy.

W momencie skoku samoloty powinny zwolnić do prędkości 150 kilometrów na godzinę. Piloci bali się jednak zestrzelenia i przyspieszali. Niektórzy lecieli na wysokości mniejszej niż 150 metrów, więc nie wszystkie spadochrony zdążyły się otworzyć. Żołnierze łamali nogi i kręgosłupy lub po prostu ginęli.

Opublikowany przez 82nd Airborne Division Niedziela, 5 czerwca 2011

Pewien spadochroniarz patrzył jak następny samolot wyrzucił oddział tak nisko, że żaden spadochron się nie otworzył. Głuchy odgłos ciał uderzających o ziemię porównał do arbuzów spadających z tyłu ciężarówki – pisze Beevor.

Niemcy masakrowali amerykańskich spadochroniarzy

Niemcy wcześniej zatopli spore obszary terenu, więc wielu żołnierzy wylądowało w wodzie lub na bagnach. Niektórzy utonęli, bo przyduszały ich spadochrony. Mieli też problem z odcięciem uprzęży i przeklinali, że nie mieli szybkiego systemu odpinania szelek jak Brytyjczycy.

Ci, którzy wylądowali na drzewach, musieli się nagimnastykować, by dosięgnąć noża i uwolnić się z pułapki. Byli łatwym celem dla Niemców, a ci nie zawsze zabijali ich od razu. Znane są przypadki, gdy żołnierze Wermachtu torturowali i potwornie okaleczali wiszących spadochroniarzy, a nawet przypiekali ich miotaczami ognia. Jak relacjonowali niektórzy skoczkowie, znajdowali nawet Amerykanów z odciętymi i włożonymi do ust genitaliami.

Znany jest też przypadek żołnierza, który w rejonie Sainte-Mère-Église zawisł na wieży kościoła. Nieopodal wybuchł pożar, więc akurat zaczęły bić na alarm dzwony. Inny wylądował prosto w płonącym domu.

Brutalna walka we Francji

Jak najszybciej przedostać się do strefy zrzutu. Nie brać jeńców, bo to opóźni masz – otrzymali rozkaz amerykańscy skoczkowie. (“D-Day. Bitwa o Normandię“)

Ci, którzy szczęśliwie wylądowali, ruszyli na nocne polowanie na Niemców. Zdezorientowani żołnierze zaczęli łączyć się w oddziały i m.in. likwidować niemieckie stanowiska karabinów maszynowych. Wielu było żądnych zemsty i zdarzało się, że rozstrzeliwali jeńców. Beevor pisze też o Amerykaninie, który po nocnych walkach wyciągnął z kieszeni mnóstwo niemieckich uszu nawleczonych na sznurówkę. Niektórzy ćwiczyli na martwych Niemcach pchnięcia bagnetem.

Czy to dlaczego po stronie niemieckiej odnotowano po tamtej nocy tak wiele przypadków nerwicy wojennej? Żołnierz Rainer Hartmetz opisywał, że niektórzy ze strachu nie byli w stanie trafić papierosem do ust. Niemcom wmawiano też, że amerykańskie siły powietrzne rekrutowały kryminalistów, co potęgowało strach i nienawiść.

Niemcy przegrywali i nie miał kto zarządzić m.in. wezwania czołgów trzymanych w odwodzie. Niemieccy dowódcy byli na manewrach i spotkaniach rodzinnych, a Hitler spał i nikt w Berlinie nie miał odwagi go obudzić. Gdy wstał, alianccy spadochroniarze już witali oddziały nadciagające znad normandzkich plaż.

Aliantów czekał jeszcze długi koszmar, bo to była dopiero pierwsza noc we Francji. Jednak, jak pisze Beevor, walka tamtej nocy była wyjątkowo bezlitosna. Jego zdaniem było to “najbardziej bezwzględne starcie na froncie zachodnim podczas całej II wojny światowej”.

Źródło zdjęcia:

  • 82 Dywizja Powietrznodesantowa przed lotem do Francji w 1944 roku: Facebook/82nd Airborne Division War Memorial Museum