Manewry Śnieżok. Rosjanie zrzucili bombę atomową na własnych żołnierzy [WIDEO]

Wybuch bomby atomowej w Rosji i “manewry Śnieżok”. Jak najlepiej sprawdzić wpływ promieniowania radioaktywnego na człowieka? Związek Radziecki zrzucił ładunek atomowy na własnych żołnierzy, a później przez lata próbował ukryć horror, do którego doszło na poligonie Tockoje.

Zimna wojna w każdej chwili mogła przerodzić się w III wojnę światową, a świat zamienić w atomowe pustkowie z gier Fallout. Związek Radziecki planował atak na Zachód i przejście przez Republikę Federalną Niemiec, nawet z użyciem arsenału atomowego. Trzeba było jednak najpierw przeprowadzić testy i sprawdzić jak promieniowanie wpływa na ludzi i jak Armia Czerwona poradzi sobie z natarciem na napromieniowanym terenie. Miejscem eksperymentu stał się poligon Tockoje na Uralu nad rzeką Samarą, ponieważ ukształtowanie terenu i zalesienie przypominało tam niemiecki krajobraz. Za króliki doświadczalne posłużyli rosyjscy żołnierze.

Manewry Śnieżok i rosyjskie testy bomby atomowej na ludziach

Manewry, które zorganizował marszałek Żukow były świadomie zaplanowaną masakrą. Na poligon sprowadzono 45 tysięcy żołnierzy. Następnie została tam zrzucona bomba atomowa, a wojsko przepędzono przez „strefę zero”. Cel? Władza chciała sprawdzić jak szybko umrą żołnierze. Operację śledzili marszałkowie Związku Sowieckiego: Koniew, Malinowski, Timoszenko, Budionny, Żygariew, Niedielin, Bogdanow i Sokołowski. 

Tuż przed manewrami wysiedlono z nich mieszkańców, ale pozostawiono cały dobytek, zwierzęta, niezabezpieczone plony czy odkryte studnie. Na poligonie ustawiono także sprzęt wojskowy. W wykopanych schronach i transzejach umieszczono zwierzęta gospodarskie – pisze tech.wp.pl.

14 września 1954 roku nad poligonem Tockoje przeleciał strategiczny bombowiec Tu-4 (kopia amerykańskiej superfortecy). To właśnie taka maszyna zrzuciła bomby atomowe na Japonię. Jednak Rosjanie zrzucili na własnych rodaków ładunek atomowy dwukrotnie silniejszy, niż ten, który zniszczył Hiroszimę. Bomba została nazwana Tatiana.

Gdy nastąpił wybuch, padł rozkaz, by oddziały ruszyły przez napromieniowany teren. Najpierw były to grupy rozpoznawcze, a po kilku godzinach reszta radzieckiego wojska. Co prawda przygotowano w rejonie poligonu szpitale, ale znalazły się one w strefie opadu radioaktywnego. Podobno po przejściu przez epicentrum wybuchu, niemal wszyscy żołnierze dostali krwawej biegunki. Można znaleźć też relacje mówiące o „stworach” w pobliżu epicentrum wybuchu. Chodzi o napromieniowane zwierzęta i ludzi, umierających w męczarniach, którym nikt nie przyszedł z pomocą.

Ofiary promieniowania

Liczba ofiar promieniowania do dziś pozostaje nieznana. Jak podano  w filmie dokumentalnym „Tajemnice Układu Warszawskiego”, do 1991 roku z tamtych oddziałów przeżyło jedynie 40 osób. Wiktor Suworow w wywiadzie z Wirtualną Polską mówił również o chorych i zdeformowanych dzieciach weteranów z poligonu Tockoje.

Rosjanie zadbali o to, by manewry Śnieżok pozostały tajemnicą. Uczestnicy tych wydarzeń podpisali dokument zobowiązujący ich do zachowania milczenia na temat ćwiczeń przez 25 lat. Gdy chorowali, nie mogli powiedzieć lekarzom o przyczynach swoich dolegliwości.

Ucierpieli jednak nie tylko żołnierze i ich rodziny. Jak przypomina „Rzeczpospolita”, cierpiała też ludność cywilna. W wyniku manewrów skażone zostały studnie, gleba i woda.  Dalej łowili ryby w skażonych jeziorach, jedli napromieniowane zwierzęta.

Do manewrów, którym nadano kryptonim “Snieżok”, wyznaczono potężne siły. 600 czołgów, 500 dział, 320 samolotów i setki różnych pojazdów. A do tego 45 tysięcy żołnierzy. Co więcej, w bezpośredniej bliskości poligonu znajdowały się gęsto zaludnione tereny – wsie Machówka, Orłowka, Iwanowka i Jełszanka – pisze tech.wp.pl.

Manewry Śnieżok na poligonie Tockoje [WIDEO]

Źródło zdjęcia:

  • manewry Śnieżok i historia bomby atomowej. Rosjanie zrzucili ładunek na własnych żołnierzy: TVP/Tajemnice Układu Warszawskiego/screen